Nieinwazyjna ginekologia estetyczna – komu pomaga?

Nieinwazyjna ginekologia estetyczna - komu pomaga

Nie będę nikogo trzymać w niepewności, bo nie taki cel ma ten artykuł 😉 Nieinwazyjna ginekologia estetyczna pomaga… kobietom. Warunek jest jednak taki, że najpierw to one muszą podjąć decyzję, że chcą sobie pomóc. 

Strefy intymne to „normalne” części kobiecego ciała. Użyłam cudzysłowu nie przez przypadek, bo oczywiście ze względu na to, że są intymne, prywatne, zakryte, chronione, bardzo nasze, nie można ich porównać z policzkami, uszami, ustami czy nawet brzuchem, który – skoro już mówimy o prywatności – też zazwyczaj jest zakryty, przynajmniej od pewnego wieku 😉 

Ale skoro wszelkie dostępne badania na temat tego, czy Polki lubią swój wygląd, donoszą, że w zdecydowanej większości NIE, to… czego spodziewać się po strefach intymnych? Jest raczej niewielka szansa, że kobiety, podchodząc tak krytycznie do swojego ciała (Czy lubisz swoje włosy? Większość odpowiedzi: NIE. Czy lubisz swoje piersi? Większość odpowiedzi: NIE.), inaczej myślą o swoich narządach intymnych, prawda?

Zresztą nie muszę się tego domyślać. Pracuję z kobietami od bardzo wielu lat. Pracuję w szpitalu, na sali porodowej, w gabinecie. Czy obserwuję, że kobiety nie lubią swoich narządów intymnych? Że w jakimś stopniu im one przeszkadzają? Że chciałyby je zmienić, że nie są z nich zadowolone? Tak! Chcę zaznaczyć, że nie mam tu na myśli wstydu. Bo to, że kobiety (Polki), wstydzą się swojego ciała to „oczywista oczywistość”. Tak zostałyśmy wychowane i tego nauczone. Niestety. I nie mówię tutaj o „skrępowaniu”. Mówię o głębokim, chwilami wręcz paraliżującym wstydzie dotyczącym własnego ciała (a w szczególności własnych narządów intymnych) w gabinecie lekarskim! 

Dobra informacja jest taka, że od kilku lat widać w kobietach zmianę. 

Jedna grupa to kobiety młode i bardzo młode. One zostały już wychowane w innych realiach, mają inne wzorce i szeroki dostęp (również dzięki znajomości języków obcych) do wzorców zachodnich. Oczywiście jeśli taka młoda kobieta ma kompleks dotyczących narządów intymnych, jest skrępowana, onieśmielona, czasem w sposób bardzo mocny i uniemożliwiający cieszenie się swoją zaczynającą się dorosłością i dojrzałością. Ale nie ma już w tych młodych kobietach paraliżującego wstydu. 

Druga grupa to kobiety 30-40 letnie. W pełni sił, zdrowia, czerpiące z życia ile się da, ale wychowane „pod płaszczykiem wstydu”. Widzę czasem, jak walczą ze sobą, ze wzorcami, które wtłaczano im do głowy, jak próbują oswobodzić się z nich i dać sobie prawo do radości, czerpania przyjemności również z seksu, ale także po prostu z życia. Dla nich często to nie pieniądze na zabieg są problemem, problemem jest przełamanie swoich wewnętrznych obaw, wstydu i wtłoczonych przez lata przekonań, że „liczą się inni – mąż, partner, dzieci, rodzina – a nie ty”.

I ostatnia grupa, kobiety po 50. roku życia. Z oczywistych względów najbadziej „zamknięte” w swoich ciałach, ale także w określonym sposobie myślenia. To kobiety, którym z jednej strony najtrudniej jest przełamać obawy, pokonać stereotypy i otworzyć się „na nowe”, ale z drugiej strony to kobiety, które jak już podejmą decyzję, że chcą zmienić swoje życie i wreszcie, czasem pierwszy raz w życiu „zrobić coś dla siebie”, są w tym niezwykle konsekwentne, a jednocześnie najbadziej chyba z tej zmiany zadowolone. Określenie „błysk szczęścia w ich oczach” wcale nie jest przesadzony. Być może poczucie wolności i odzyskana świadomość, że „ja też się liczę, ja też jestem ważna, mnie też się coś należy” dają takie nieopisane szczęście, ale i odwagę, by krok po kroku robić coś dla siebie.  

W swoim gabinecie obserwuję też coś, co mogłabym nazwać pięknymi kobiecymi sojuszami, które – wbrew pozorom – nie zdarzają się tak rzadko. Widzę kobiety dojrzałe, które przyprowadzają do mnie swoje córki, bo nie chcą „żeby ona przez całe życie zmagała się z tym, co ja” (np. przerost warg sromowych). Ale widzę także córki, które przychodzą z mamami, a nawet teściowymi i autentycznie cieszą się, że mogą zrobić dla tych ważnych dla siebie kobiet coś dobrego, na co one same pewnie nigdy by się nie odważyły.

Czego oczekują moje pacjentki? Najczęściej proszą po prostu o pomoc. O radę. O wskazanie zabiegu, który im pomoże. Szukają sposobu na rozwiązanie swojego problemu, czasem od wielu już lat. Bo zawsze myślały, że „z tym trzeba żyć i już”, albo „jedyna rada to operacja”. Ale usłyszały albo przeczytały, że istnieje coś takiego jak nieinwazyjna ginekologia estetyczna, która oferuje zabiegi skuteczne, bezbolesne i bezpieczne. Zabiegi, które bez użycia skalpela i długiego okresu rekonwalescencji, z którym zazwyczaj wiąże się operacja, mogą pomóc im odmienić życie i myślenie o sobie. 

Jakie to są zabiegi? Mam 3 ulubione, na których pracuję:

  • laser frakcyjny Mona Lisa Touch 
  • ultradźwięki w ginekologii HIFU
  • urządzenie THUZZLE

O ich możliwościach i efektach działania możecie przeczytać w innych wpisach na moim blogu:

  • laser frakcyjny Mona Lisa Touch -> TUTAJ
  • ultradźwięki w ginekologii HIFU -> TUTAJ
  • urządzenie THUZZLE -> TUTAJ

Na zakończenie powtórzę: nieinwazyjna ginekologia estetyczna pomaga kobietom. W różnym wieku, o różnych doświadczeniach życiowych, o różnym statusie materialnym, żyjącym, czującym i myślącym w różny sposób. Współczesna medycyna w połączeniu z doświadczonym lekarzem, który chce pomóc, daje naprawdę niesamowite możliwości. Ale – powtórzę po raz kolejny – decyzję o tym, że chcę sobie pomóc, że jestem tego warta, że chcę wreszcie spróbować „lepszego życia”, bez bólu i wstydu – musi podjąć sama kobieta. 

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*